Zmień miasto
Sport Logowanie / Rejestracja
Znajdujesz się w lokalnym wydaniu.

Kibice uratowali inaugurację stadionu

2011-10-29

Wczorajszy mecz Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk na nowym wrocławskim stadionie był wielkim wydarzeniem dla całego miasta, ale też i sprawdzianem, który na piątkę zdali kibice, a oblali organizatorzy i piłkarze.

Dystrybucja biletów na piątkowy mecz obrosła już legendą - wiadomo, że władzom Śląska przestawienie się z 7,5-tysięcznego stadionu na sześć razy większy obiekt mogło sprawiać pewne kłopoty, ale nie trzeba chyba mieć dużo wyobraźni, żeby wiedzieć, ile to jest 42000 ludzi. Kibice na szczęście nie zawiedli. Ludzie odstawali godziny w długich kolejkach na Oporowskiej i na Pilczycach, aby być świadkami wydarzenia bądź co bądź historycznego - i to właśnie dzięki kibicom ten wieczór będzie można wspominać po latach jako wyjątkowy. Zapracował na to przede wszystkim dyrygujący dopingiem niestrudzony młyn, na którym siedzieli ludzie chodzący na Śląsk jeszcze za ciężkich trzecioligowych czasów, ale również tak lekceważeni "pikniki". Niespotykana chyba nigdy moda na piłkarzy Śląska, ale przede wszystkim urok i ciekawość nowego stadionu zapełniły obiekt przy Al. Śląskiej do ostatniego krzesełka. Atmosfera, która wywiązała się na trybunach była jednak jedynym niezapomnianym elementem wczorajszego widowiska - dla takich chwil, jak ryk czterdziestotysięcznej publiczności w momencie zdobycia bramki poszliśmy na ten mecz i cieszymy się, że mogliśmy to przeżyć.

Nowy stadion we Wrocławiu robi piorunujące wrażenie. To obiekt klasy europejskiej bez dwóch zdań, gwarantujący oglądanie meczu w dobrych warunkach. Nawet z najbardziej badziewnego siedzenia zobaczymy piłkarzy, a nie kolorowe mrówki. Szkoda tylko, że wejść szybko na ten zakurzony jeszcze i otoczony betoniarkami stadion wcale nie jest tak łatwo. Kilometrowe kolejki przed bramkami świadczą o tym, że ludzie w tłumie naprawdę tracą jakąkolwiek inteligencję. Wszyscy stali w ślimakach i czekali kilkadziesiąt minut na wejście, mimo tego, że wjazd na konkretny sektor obejmuje wszystkie bramki oznaczoną jedną literą. Wybraliśmy najkrótszą kolejkę, postaliśmy 10 minut i zdążyliśmy równo z rozpoczynającym mecz gwizdkiem. Inni musieli pewnie przeczekać całą pierwszą połowę (w sumie żadna strata, przez ten czas na boisku nie działo się zbyt wiele).

Sam mecz stał na typowym ekstraklasowym, czyli przeciętnym i raczej nudnym poziomie. Dla kanapowego widza, który przełącza kanały i ogląda sobie wymiennie Barcelonę z Manchesterem United, to spotkanie musiało być szokiem. Zagrania są o wiele bardziej niedokładne niż widać to w telewizji i nie można wyjść ani na chwilę, żeby zrobić sobie herbatę albo kupić hamburgera (te akurat same przychodziły). Trudno powiedzieć, żeby rekordowa w historii polskiej ligi liczba widzów spętała piłkarzom nogi, bo może oni lepiej grać tego wieczoru po prostu nie potrafili. Od pierwszej połowy ciekawsza była obserwacja póz Oresta Lenczyka. Dziewczyny, które pierwszy raz w życiu poszły na mecz (a może i nawet pierwszy raz w ogóle oglądały piłkę), utwierdzały się w przekonaniu, że słusznie robiły, zlewając futbol przez całe lata, ale niektóre podekscytowane atmosferą nawet zaczęły się uczyć kibicowskich przyśpiewek. Nieco lepiej wyglądało to w drugiej połowie - bramka Voskampa ożywiła to niezbyt obfitujące w dużą ilość okazji bramkowych widowisko, ale tylko na chwilę. Tak czy owak, śmiesznie było oglądać zdenerwowanie ludzi, którzy nie widzieli gola i domagali się replaya na telebimie. Marzenie, aby na inaugurację powtórzyło się efektowne zwycięstwo z Lechem na Oporowskiej, tym razem trzeba było schować do szuflady.

Najbardziej zawiodła komunikacja - operator stadionu już wcześniej sygnalizował, żeby nie jechać na Pilczyce własnym autem, bo jest tam zaledwie 1000 miejsc parkingowych. Każdy jednak kto myślał, że MPK jest w stanie jednego wieczoru przewieźć tysiące ludzi w obie strony, podstawiając tramwaje co 10 minut, chyba oszalał. I tak byliśmy świadkami cudu, bo jadąc na stadion na pl. Jana Pawła II podjechała z Podwala pusta "R". Ścisk w jedną i w drugą stronę, korki - trzeba na przejazd w jedną stronę wyjąć minimum pół godziny z życia. Co więcej, mamy wątpliwości czy do Mistrzostw Europy coś się pod tym względem zmieni - nie wiemy nawet, czy autobusy co minutę i wyłączenie ulic z ruchu by poskutkowało.

Historia powtórzy się za cztery tygodnie - wtedy do Wrocławia przyjedzie mistrz Polski Wisła Kraków. Znowu będzie to mecz przyjaźni i zdaje się, że w komplecie widzów na tym spotkaniu przeszkodzić może jedynie mroźna pogoda. Pozostaje zatem liczyć na to samo, co mówi w wywiadzie każdy piłkarz: "musimy wyciągnąć wnioski i dać z siebie wszystko".

Jerzy Ślusarski
(jerzy.slusarski@dlastudenta.pl)

Ciekawe artykuły
Dodaj do:
  • Wykop
  • Flaker
  • Elefanta
  • Gwar
  • Delicious
  • Facebook
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • Google
  • Yahoo
Komentarzedodaj komentarz

Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.

  • I LOVE SPEEWDAY [1]A kiedy nowy stadion dla zużla? Pilka juz i tak sporo dostała od miasta, a zuzel jest systematycznie niszczony przez władze miasta. Skansen Olimpijski nawet po wyremontowaniu nie nadaje sie na dobre ...

    2012-06-05, 09:08:29
    Wrocławiak
Zobacz wszystkie wypowiedzi
FB dlaMaturzysty.pl reklama